Bieganie

Nie daj się zimie – biegaj!

Niby prosty post a ja już trzeci raz piszę wstęp. Mam problem z tytułem i dokładnym zdefiniowaniem przeze mnie słowa “zima”. Od kilku lat pory roku, z tymi kalendarzowymi mają coraz mniej wspólnego. Zima nie kojarzy się już z wielkimi mrozami i śniegiem, bardziej za tęsknotą za białym puchem. Zajmijmy się zatem bieganiem w niskich temperaturach, powiedzmy poniżej 0 st bo właśnie tej temperatury ludzie boją się najbardziej. A ja napiszę Wam, że groźniejszy jest lód niż – 10 st. I takim oto wstępem zapraszam do czytania dalej.

Po pierwsze: nie zaczynaj zabawy z bieganiem gdy na polu panuje mróz.
Powód jest bardzo prosty, nie zdążysz się zakochać w bieganiu ale za to dążysz się rozchorować. Organizm potrzebuje czasu na przystosowanie się do warunków panujących na zewnątrz. Wychodzisz na pole, lżej ubrany niż zazwyczaj, zanim się rozgrzejesz mija zazwyczaj 1-2 km, więc wystarczająco dużo czasu aby organizm zwariował 😉 Potem zaczniesz się pocić, na pewno wyruszysz za szybko, więc po pewnym czasie zmęczysz się, zatrzymasz lub zaczniesz iść. Z własnego doświadczenia wiem, że gdy zatrzymam się chociaż na chwilę organizm zaczyna bardzo szybko tracić temperaturę a potem rozgrzać się jest trudniej.
Napiszę jeszcze, że co roku po pierwszym moim biegu w temperaturze poniżej 0 st. dostaje kataru lub zaczyna mnie boleć gardło. Zazwyczaj trwa to 1-2 dni i przechodzi. Jak widać każdy organizm potrzebuje adaptacji ale ona u biegacza całorocznego będzie przechodziła o wiele sprawniej. Jeśli chcesz koniecznie zacząć aktywność na zewnątrz proponuje zacząć od spaceru, potem marsz, marszobieg i na końcu bieg.

Po drugie: ubierz się na cebulkę.
Oczywista oczywistość, prawda? Sprzedam Wam kilka moich patentów, może nie będziecie wyglądać jak z Instagrama ale będzie Wam ciepło. Niejednokrotnie przeziębiłam sobie pęcherz, więc nauczyłam się zakładać krótkie spodenki na legginsy. Nie wygląda to zbyt efektownie ale jest ciepło w 4 litery. Innym sposobem jest założenie krótkich getr pod legginsy, nic nie widać a i uda są dodatkowo chronione.
Teraz pewnie popukacie się w głowę ale jeśli nie lubisz zakładać krótkich spodenek albo uważacie że krótkie getry pod długimi będą krępować Wasze ruchy, załóżcie dwie pary majtek. Biegacz to dziwny człowiek ale zapalenie pęcherza bardziej boli.
Kolejna rzecz to chrońcie zatoki, nie życzę nikomu ich przeziębienia. Nie musicie biegać od razu w czapce ale opaska czy buuf wystarczą. Jeśli robi się chłodniej czyli poniżej 10 st. zawsze zakładam, gorąco mi ale trudno.
Po trzecie: nie zatrzymuj się na zbyt długo.
Takiego punktu nie spodziewaliście się. Jak napisałam we wstępie gdy się zatrzymujemy, szybko tracimy ciepło ciała. Jesteśmy spoceni, nasze ubranie jest mokre, więc automatycznie zaczyna robić sie zimne. Dobrym przykładem jest ściągnięty na chwile buff z twarzy, gdy chcemy go założyć ponownie okaże się, że jest mokry, bardzo zimny albo wręcz zamarznięty.
Po czwarte: po bieganiu rozgrzej się.
O moich sposobach na rozgrzanie po bieganiu już pisałam rok temu, więc tutaj nie będę się powtarzać a odeślę Was do wpisu.
Po piąte: pamiętaj o odblaskach.
W okresie jesienno-zimowym dni są krótkie. Biegamy zazwyczaj po pracy albo wcześnie rano zanim ją zaczniemy czyli jak jest ciemno. Oprócz weekendów pewnie nie wiele osób biega gdy na zewnątrz jest jasno. Często nasze zimowe ubrania biegowe są czarne albo w ciemnych barwach, dzięki temu stajemy się prawie niewidoczni na drodze. Jesteśmy zauważani przez innych uczestników ruchu w ostatniej chwili, może być za późno. Pamiętajcie aby używać odblasków, ubrania biegowe czy buty często mają coś świecącego ale nie jest tego dużo. Obecnie w sklepach sportowych macie spory wybór odblasków czy światełek. Dobrym pomysłem będzie również kamizelka odblaskowa.

Po szóste: weź telefon ze sobą.
Oczywiście nie po to aby zrobić sobie zdjęcie, to jest tylko opcja 😉 Dla własnego bezpieczeństwa. Ja biegać z telefonem nauczyłam się gdy zaszłam w ciąże. Mój kolega żartował, że jak założyłam bloga, owszem to wszystko jakoś zgrało się mniej więcej w czasie i tyle. Ja za bardzo nie przepadałam za bieganiem z telefonem ale jednak bezpieczeństwo jest najważniejsze. Biegając może Wam się coś stać, w zimie możecie pośliznąć się na lodzie, który zalega pod śniegiem i niefortunnie upaść. Telefon wtedy się przyda, zwłaszcza gdy biegamy w miejscu mało uczęszczanym przez ludzi. W sumie posiadanie telefonu nie jest ważne tylko zimą ale cały rok. Niestety ja już miałam takie wypadki gdzie powrót do domu o własnych siłach był prawie niemożliwy. Jakbym nie miała wyjścia to jakoś bym się doczołgała ale na szczęście miałam telefon przy sobie i mogłam wezwać pomoc. Szczęście w nieszczęściu 😉
Jeśli o czymś zapomniałam, piszcie! Im więcej sprawdzonych porad tym lepiej! 🙂

Pamiętasz o moim Instagramie? Nie, zajrzyj tam koniecznie! 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *